Zamień chemię na jedzenie. Nowe przepisy- Julita Bator

IMG_20141212_154709Ci z Was, którzy są ze mną od samego początku pamiętają moje „zamiłowanie” do kuchni. Odkrywanie wszelkich pozycji kuchennych ma dla mnie sens tylko wtedy, gdy je odkrywam razem z moim partnerem i najlepiej bez ubrań ;)
Żeby jednak nie było, że jestem ignorantką jedzenia do szpiku kości. Jest dla mnie ważne, aby jedzenie, które trafia do mojego żołądka było zdrowe. Wystarczy, że ładuję w swój organizm nieprzyzwoite ilości kofeiny i jogurtów owocowych. Cała reszta, która znajduje się u mnie na talerzu chciałabym, aby była choć w miarę zdrowa. Poza tym nie zapominajmy o mojej diecie a raczej zmianie nawyków żywieniowych. Ma być beztłuszczowo i zdrowo.

I tak jakiś czas temu w moje ręce przywędrowała książka bloggerki- Julity Bator „Zamień chemię na jedzenie. Nowe przepisy” wydawnictwa Znak. Nie byłam zachwycona… Bo nie ma dla mnie gorszego prezentu, niż książka kucharska tudzież figurki różnego typu, na których zbiera się tylko kurz. W księgarniach jest cała masa książek kucharskich. Zastanawia mnie, co jeszcze nowego można wydać. Mamy książki, które nauczą nas gotować potrawy słynne w każdym zakątku świata; mamy książki z przepisami babć, mam, prababć i innych członków rodziny; mamy przepisy na święta, na urodziny, na spotkania rodzinne i Bóg wie na co jeszcze. Większość z nich przeraża mnie swoją grubością i długością jednego przepisu. Bo mam pewną zasadę- jeśli w przepisie jest potrzebnych więcej, niż 6-8 składników, to NIE TYKAM ;) Szkoda mi życia na bieganie po sklepach spożywczych a potem na pichcenie tego czegoś, co i tak mi nie wyjdzie ;P Ale skoro tym razem książka jest niewielka i w dodatku  to prezent, to należy potraktować go z powagą. Położyłam książkę na biurku i wpatrywałam się w nią jak szczeniak w nową zabawkę- „trochę mnie ciekawi, ale tak naprawdę boję się ją dotknąć” ;)
„Zamień chemię na jedzenie. Nowe przepisy” to już druga książka kucharska tej autorki. Julita Bator jest mamą trójki dzieciaków. Wszystkie bardzo chorowały. Wizytom u lekarzy nie było końca. Testy alergiczne nic nie wykazywały a dzieciaki przechodziły płynnie z przeziębienia w zapalenie oskrzeli i tak na okrągło. Matka chcąc dociec co jest przyczyną tych ciągłych chorób spędziła mnóstwo wieczorów i poranków nad rozwikłaniem zagadki. I co się okazało? Okazało się, że przyczyna tkwi w naszym jedzeniu a raczej tym, co w jedzeniu jest. A jest prawie sama chemia. Tablica Mendelejewa. Jednym z pierwszych tropów, na jakie wpadła był benzoesan sodu, który podawała dzieciom jako składnik leku na kaszel. Dziecko dostawało lek z tym składnikiem i zapadało na zapalenie oskrzeli – taka sytuacja powtórzyła się trzy razy. Okazało się, że u osób nadwrażliwych benzoesan sodu może wywoływać działania niepożądane. Drugim zagrożeniem dla dziecka był słodzik, acesulfam K, także dodawany do leków.
Ponadto okazało się, że wiele barwników uznawanych za potencjalnie niebezpieczne znajduje się w produktach dla dzieci – płatkach śniadaniowych, jogurtach, serkach czy mlecznych deserkach.
Autorka małymi krokami zaczęła wprowadzać zmiany w nawykach żywieniowych i dzieli się swoją wiedzą w tejże książce. Proponuje 80 przepisów bez polepszaczy i sztucznych barwników. Każdy przepis jest opatrzony informacją o stopniu trudności podczas jego wykonywania, co jest dla mnie bardzo ważne, bo jestem specjalistką w wykonywaniu tylko łatwych przepisów ;) oraz informacją jakich składowych nie powinny zawierać składniki przepisu (czyli cała ta szkodliwa chemia). Tutaj autorka niczym nowym mnie nie zaskoczyła, bo nawet taki żywieniowy laik jak ja wie, ze należy unikać wszystkiego co jest na literę „E” oraz że kupowane jajka powinny być z hodowli ekologicznej a mleko nie UHT.
Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała wykonać kilku przepisów z nowej książki. I UWAGA! Wykonałam 3 potrawy, które wyszły mi doskonale! A nie były to kanapki :P Dlatego z czystym sumieniem mogę napisać, że przepisy nie są skomplikowane a potrawy bez większego wysiłku wychodzą :) Jeśli więc do tego wszystkiego jedzenie może być zdrowe, to czemu nie spróbować.
Dla kuchennych laików, którzy chcą odżywiać się zdrowo, polecam :)

24 komentarzy

    1. chomikowa

      A o tym, że na Interii są tam Jej przepisy to nie wiedziałam. Oświeciłeś mnie, Niedźwiedziu ;)
      Golonka w piwie? :D OCZYWIŚCIE :D Byle nie w pasteryzowanym ;)

      Odpowiedz
  1. ~minimax

    Chomikowo! Zaczelas swoja recenzje w taki sposob, ze nie mozna sie oprzec by cos nie dopisac :)

    Jako facet spedzajacy sporo czasu w kuchni i to nie z przymusu, a znajdujacy zadowolenie w gotowaniu, choc w formie amatorskiej, jestem zaznajomiony z wieloma “pozycjami” ksiegarskimi na temat gotowania. Twoj “goracy” wstep uzmyslowil mi ze nigdy nie spotkalem “kuchnio-sutry” – poradnika dla par pragnacych polaczyc dwie przyjemnosci w jedno, czyli gotowanie i igraszki milosne. Ciekawe czy takie inowacyjne wydanie znalazloby nabywcow ? Dajmy sie poniesc wyobrazni……

    Pozycja na nalesnika – ona lezy na stole, a on ja …. walkuje. Pytanie czy do tej pozycji jest lepsza maka zieniaczana czy pszenna?

    Pozycja na nadziewana kaczke – ona lezy na na plecach, a on ja nadziewa. Czy slodzone zurawiny pasowalyby jako polewa do “nadziewanej kaczki” ?

    Pozycja na przepiorke – ona kleczy na stole, a on ja nadziewa. Czy polewa ananasowo-miodowa doda tej “potrawie” pikanteri?

    Pozycja na „bita smietane” – on siedzi na brzegu stolu, ona nachyla sie nad nim ….. mysle ze starczy tych przykladow :)

    Podzielam Twoje zdanie co do usuniecia sztucznej chemi z naszych potraw bo to nie jest zdrowo. Mysle, ze kuchnio-sutra zadzialalaby w odwrotny sposob, bo CHEMI byloby w tym “gotowaniu” az za duzo, choc trzeba przyznac ze TYLKO w naturalnej formie, tak jak to Matka Natura zaplanowala :)

    „Redaktor” minimax :)

    Odpowiedz
    1. chomikowa

      Powiem Ci, że całkiem mi się podobają Twoje „przepisy” ;) Tylko polewy zmieniłabym na szampańskie ;) I faktycznie- chemii tutaj zabraknąć NIE MOŻE. Wskazana jest ilośc mieszanki prawie wybuchowej ;)

      Odpowiedz
  2. ~Gilliat

    Fajny pomysł z recenzjami. Co do tej książki to moja żona pasjonuje się zdrowym żywieniem. Przed chwilą zamówiłem tą pozycję :) Dzięki!

    Odpowiedz
    1. chomikowa

      Mam nadzieję tylko, że małżonka nie jest mistrzynią kuchni, bo może być troszkę rozczarowana ;) Książka naprawdę jest dla laików ;)

      Odpowiedz
      1. ~Gilliat

        Właśnie do mnie dotarła. Przejrzałem przez chwilę zawartość i bardzo mi się podoba forma jak i sposób przedstawienia tematu.
        Myślę, że książkę dołączę do prezentu pod choinkę. Hmm chyba można będzie uznać, że to nasz wspólny prezent. :) I na pewno żona będzie zachwycona :)

        Odpowiedz
        1. chomikowa

          No to w takim razie już prawie odetchnęłam z ulgą ;) Uspokoje się, kiedy Twoja Żona uśmiechnie się na widok prezentu :) Bo ja się zawsze stresuję prezentami ;)

          Odpowiedz
            1. chomikowa

              Tak, Gilliat- kupiłeś I część :) Nawet lepiej, że pierwszą, bo zachowasz chronologię ;)
              Pozdrawiam :)

              Odpowiedz

  3. Jetem ciekawa, czy w okresie przedświątecznym skusisz się jeszcze na pichcenie w towarzystwie tej książki? Fajny eksperyment.Słyszalam,że te przepisy są proste i niedrogie…

    Odpowiedz
    1. chomikowa

      Właśnie niektóre przepisy są aż banalne ;) Ale jest kilka ciekawych rzeczy- np. jak wykonac mleczko migdałowe.
      Przed Świętami planuję wykonać pierogi- pierwszy raz w życiu :) Myślę, że zerknę w tę książkę :)

      Odpowiedz

      1. Nooo, wysoko mierzysz! Ale dasz radę. Życzę wiele frajdy ze zdrowego gotowania:)) To jakiś przyczółek normalności w tym zwariowanym świecie, prawda? Dobrego dnia, Chomiczku!

        Odpowiedz
        1. chomikowa

          Wiem, że wysoko i trochę się lękam ale Rodzicielka obiecała, że będzie mi patrzeć na ręce ;)
          W gotowaniu fajny jest tylko ten moment, kiedy coś wychodzi- kiedy potrawa jest taka (no-lub prawie taka ;) ) jak na zdjęciu ;). Tylko ten cały drobiazgowy proces powstawania……..
          Mam nadzieję, ze się nie potrujemy przy stole wigilijnym tymi pierogami ;)

          Odpowiedz

  4. No, no, no jeszcze zostaniesz blogerką kulinarną :-)
    Co ciekawe najwięcej chemii jest w jedzeniu dietetycznym i tzw. prozdrowotnym, naturalnie 0% tłuszczu nikt nie zje (smak jest w tłuszczu), a jak się doda kilka ulepszaczy, to pychota :-) Ja czytam etykiety, a z książek polecam „W obronie jedzenia, manifest wszystkożerców” :-)

    Odpowiedz
    1. ~chomikowa

      Spokojnie! Bycie blogerką kulinarną mi nie grozi ;) a o tych jogurtach 0 % to właśnie dowiedziałam się wcześniej od Ciebie :-)

      Odpowiedz

          1. A propos leczneia: znajomi byli na dietetyznych wczasch leczniczych.Początkowo ich nieco zestresowała ta głodówka. Zastanawiali się także, dlaczego w tym domu wczasowym jest aż tyle… sorki… toalet.Co krok to WC.Zroozumieli to juz po pierwzym zestawie: śniadanie-obiad-kolacja. A wracli z pięciokrotnie większą dawką energii!!!

            Odpowiedz
  5. ~Ewcelina

    Może Was to zainteresuje, że teraz jest okazja przygotować Święta bez chemii także dzięki Julicie Bator. Widziałam już w sieci parę przepisów i zapowiada się smacznie, i zdrowo:)

    Odpowiedz
  6. ~DerUla

    Miałam już do czynienia z poprzednimi książkami Julity Bator, bardzo cenię ją za konkrety i nie cackanie się z chemicznymi dodatkami do jedzenia. Pierwsza jej książka ,,Zamień chemię na jedzenie” skutecznie przekonała mnie do zmiany podejścia do produktów. ,,Święta bez chemii” to po prostu kolejne przepisy, które ookazują jak przygotować świąteczne potrawy bez zbędnych, zabijających składników. Ładnie to wydali

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>